[„FULL METAL GOKUDO” AKA „FULL METAL YAKUZA”]

Wyst.: Takeshi Ceasar, Yashushi Kitamura, Yuichi Minato
Reż.: Takashi Miike
Ocena: 4(6)

Jest sobie gangster. Jest też sobie inny facio, który podziwia rzeczonego gangstera. Póki co jednak facio myje ścierą podłogę, a gangster bierze miecz za pas i idzie na akcję oddając swój portfel na przechowanie faciowi ze ścierą (nie pamiętam imion bohaterów, zresztą do końca nie wiedziałem kto jak się nazywa – ot urok japońskich filmów). Akcja udaje się średnio – gangster na siedem lat trafia za kratki. Czas w więzieniu szybko mija (szczególnie w filmie) i po chwili szast prast gangster wychodzi z paki. Wsiada w samochód, którego kierowcą jest facet ze ścierą. Kłopot w tym, że chwilę później obaj są martwi. Martwi? Nie do końca. Szalony naukowiec konstruuje robota używając do jego produkcji szczątek obydwu – głowy faceta ze ścierą, a reszty gangstera (plus masa metalu). Teraz nic już nie stoi na przeszkodzie, aby świeżo upieczony robot dokonał na swoich oprawcach srogiej pomsty w zapalczywym gniewie.
Kolejny film Takashiego Miike, tym razem jeden z pierwszych z tego co pamiętam (swoją drogą facet ma niezły przerób, chyba nie robi nic innego poza kręceniem filmów). Miałem sporą nadzieję, po pierwszych kilkudziesięciu minutach, że w miarę normalny (oczywiście jak przystało na japońskie filmy). Sytuacja jest jasna. Krew leje się strumieniami, kończyny fruwają, ale wszystko jest jasne – nikt nie filozofuje tylko machają mieczami i inne takie. Niestety im bliżej środka tym więcej pseudofilozoficznego pitolenia i zwykłej nudy. Na szczęście to tyko przejściowe i potem znowu wracają do machania mieczem. Inna sprawa, że końcówka całkowicie burzy „normalny” wizerunek filmu. Kilka krwawych patentów zdecydowanie normalne nie jest. No, ale taki już urok takiego kina.
Podobało mi się. Chyba najbardziej ze wszystkich filmów Miike jakie widziałem (z wyjątkiem „Audition”, które wciąż pozostaje nr 1). Oczywiście wolałbym gdyby zamiast gadania cały czas machali mieczem, ale i tak byłem kontent. Polecam, ale pamiętajcie – oglądacie to na własną odpowiedzialność.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.