[„DEAD OR ALIVE: FINAL]

Wyst.: Sho Aikawa, Maria Chen, Richard Chen
Reż.: Takashi Miike
Ocena: 4(6)

Japonia przyszłości. Dwudziesty czwarty wiek. Opustoszałe miasta, mało ludzi, ziejące pustką blokowiska, syf i malaria… choć generalnie gdyby na początku nie napisali, że to rok dwa tysiące trzysta ileś to bym się nie domyślił. No i tym całym społeczeństwem przyszłości trzęsie stary pryk, homoseksualista, który mając w zamiarze niepowtórzenie błędów przeszłości, które doprowadziły ludzkość na skraj samozniszczenia, zarządził całkowitą kontrolę urodzin – zabronione jest zachodzenie w ciążę i całe wiążące się z tym konsekwencje. Do egzekwowania prawa służy mu posłuszna policja, oraz rozprowadzany wśród ludzi narkotyk. A ludzie jak to ludzie. Nie podoba im się to, wobec czego miasto zamieszkują bandy ruchu oporu. Szczególnie jedna z nich ma szanse powodzenia, gdy dołącza do niej nie dający sobie w kaszę dmuchać replikant.
„DoA: Final” to trzecia i ostatnia część trylogii w reżyserii T. Miike. Jasnym zdaje się wobec tego, że całkowita ocena tego co się zobaczyło uzależniona jest od wiedzy o tym, co się widziało w poprzedzających częściach. Jeśli zaś chodzi o mnie to pierwsze DoA znudziło mnie po 40 minutach, a drugiego w ogóle nie widziałem. Wobec tego nie mogę za bardzo właściwie ocenić tego filmu, a już zupełnie nie mogę napisać, że coś jest bez sensu, bo kto wie czy nie wynika z czegoś co było wcześniej. Napisać więc mogę jedynie tylko o tym co widziałem bez zastanawiania się czy to ma sens czy nie.
Co więc widziałem. Ano widziałem kawałek futurystycznego filmu sensacyjnego, który generalnie ani ziębił mnie, ani nie parzył. Nie było tak źle, a mimo to przykuł mnie do ekranu najbardziej tym, że… musiałem czytać angielskie napisy, które czasem ciut szybko znikały, a ja zupełnie jak Wajda myślę po polsku, a co za tym idzie biegły w angielskim nie jestem :)
Film oferuje parę fajnych „patentów”, bijatyk, które udowadniają, że użycie sznurków wcale nie musi powodować efektu całkowitej nierealności, no i jeszcze trochę gadania generalnie o niczym.
A co zaskoczyło mnie najbardziej to to, że Miike potrafi zrobić w sumie normalny film (co udowadnia zresztą, że potrafi zrobić każdy film :) ).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.