„TOŻSAMOŚĆ BOURNE’A” [„THE BOURNE IDENTITY”]

Wyst.: Matt Damon, Franka Potente, Chris Cooper, Brian Cox, Julia Stiles
Reż.: Doug Liman
Ocena: 4+(6)

Kuter rybacki łowiący ryby w okolicy Marsylii natrafia na dryfujące zwłoki. Szybka akcja ratunkowa doprowadza do wyciągnięcia ich z wody, a chwilę potem okazuje się, że uratowany z wody mężczyzna żyje – jest tylko nieprzytomny. Szybko trafia na stół okrętowego kucharza, który coś tam wie i o medycynie. Szybkie oględziny ciała dowodzą, że tajemniczy mężczyzna zotał postrzelony w plecy. Konsternacja kucharza rośnie, gdy z biodra wyjmuje mu zaszyte urządzenie wyświetlające na ścianie kod bankowy w Zurychu. Tymczasem tajemniczy nieznajomy dochodzi do siebie i po chwilowym szoku zaczyna docierać do niego, że nie pamięta kim jest i jak się nazywa. Przyjdzie mu wydobrzeć na kutrze na który trafił, a parę dni później wyruszy w kierunku Zurychu, aby poznać swoją przeszłość.
Ekranizacja powieści Roberta Ludluma nie mająca z nią za dużo wspólnego. Ludlum chyba jednak nie narzekał, bo widziałem jego nazwisko na liście producentów więc i my nie mamy co narzekać. W sumie po co oglądać historię, która wiemy jak się potoczy, szczególnie, że książka była już zekranizowana, a w roli tytułowej wystąpił wtedy Richard Chamberlain. Owszem, już do końca filmu nie czekają nas jakieś specjalne niespodzianki, a akcja prowadzona jest rzekłbym „sztampowo”, ale miło się to ogląda i nie ma co psioczyć. Sprawna i profesjonalna realizacja, dobre aktorstwo, akcji tyle ile potrzeba… wystarczy to wszystko, aby wyszło z tego kino typowo rozrywkowe, na którym można się rozerwać, a nie trzeba specjalnie wysilać żeby mieć z niego frajdę. Ot wystarczy zaakceptować, że nie jest to wymagająca rozrywka. Bo wymagający widz raczej nie znajdzie tu nic ciekawego dla siebie. Dla nas jednak zwykłych zjadaczy chleba to co oferuje ten film wystarczy. Aczkolwiek nie jest to film, który pamięta się długo po seansie i do którego chce się wracać.
Ktoś tam kiedyś podniecał się nad sposobem przedstawienia w nim scen walk. Hmm, nie wiem co w nich było takiego podniecającego. Nie było w nim nic czego bym wcześniej nie widział w różnych konfiguracjach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.